wtorek, 3 października 2017

O miłości we wzruszający sposób czyli "Światło które utraciliśmy" Jill S"Santopolo

Są takie książki na które patrzycie i myślicie: muszę ją mieć. Tak właśnie było w przypadku debiutanckiej powieści Jill Santopolo. Urzekało mnie w niej wszystko - świetna okładka, cytaty wstawiane przez ludzi na bookstagram, fabuła, a w szczególności wątek ataku na World Trade Center bo jeszcze nie spotkałam się z nim w książce o miłości. To wszystko sprawiło, że kupiłam ten tytuł długo przed premierą, co szczerze mówiąc, chyba jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło. 


Lucy i Gabe poznają się 11 września 2001 roku - w momencie, w którym wieże Word Trade Center runęły, a Nowy Jork pokrył się pyłem. Ta chwila złączyła ich życia na zawsze i zapoczątkowała ich niesamowitą miłość. Jednak ich pełen przygód związek staje pod znakiem zapytania w momencie, w którym Gabe postanawia zostać reporterem na bliskim wschodzie. Lucy dowiaduje się o tym w w chwili, gdy jej kariera zaczyna nabierać rozpędu. Oboje będą musieli zadecydować czy pasja jest ważniejsza od miłości i przekonają się, że można kochać więcej niż jedną osobę...

Gdy zaczęłam czytać tę książkę, na początku czułam się rozczarowana bo wszystko wydawało mi się sztuczne i naciągane. Dwoje ludzi którzy teoretycznie znają się z widzenia od dawna ale wyjątkowa więź zaczyna ich łączyć dopiero wtedy, gdy oboje dowiadują się o ataku terrorystycznym? Przez pierwsze pięćdziesiąt stron byłam nie do końca usatysfakcjonowana tym, co czytałam. Moje początkowe rozczarowanie jednak szybko zniknęło bo "Światło, które utraciliśmy" to jedna z najbardziej wzruszających książek jakie czytałam w tym roku. Nie spodziewałam się czegoś tak dobrego po debiutanckiej książce nieznanej nikomu pisarki.


"Niektóre relacje przypominają jej pożar, są tak potężne, 
wszechogarniające, majestatyczne i niebezpieczne. Możesz w nich spłonąć, 
zanim się zorientujesz, jak bardzo cię pochłonęły. 
Inne są podobne do ognia na kominku, który pali się jednostajnie, 
dając ciepło i tworząc przytulną atmosferę."

Największym atutem tej książki jest jej autentyczność. Historia nie jest ani trochę przerysowana czy nieprawdopodobna. To uczucie, które mogłoby się przydarzyć każdemu bo bohaterowie nie są postaciami wyrwanymi z amerykańskiej bajki lecz zwykłymi ludźmi. Z każdą stroną tak bardzo wchłaniałam tę opowieść, że w pewnym momencie nie potrafiłam się zupełnie od niej oderwać. Wiąże się to również z narracją, na jaką zdecydowała się autorka. Rozdziały pisane są z perspektywy Lucy, głównej bohaterki jednak kieruje ona swoją opowieść do Gabe'a. To sprawia wrażenie, jakbyśmy zajrzeli do cudzego pamiętnika. Jest to zdecydowanie niebanalny sposób opowiedzenia historii miłosnej.




Urzekła mnie również wielowątkowość tej książki. Oprócz wspomnianego wyżej ataku na Word Trade Center, autorka wspomina także o wojnie na bliskim wschodzie (jest to bezpośrednio związane z pracą Gabe'a) i wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, wygranych przez Baracka Obamę.  Z dialogów głównych bohaterów dowiadujemy się dużo szczegółów na temat obecnej sytuacji politycznej i myślę, że to w dużym stopniu przyczyniło się do tego, że książka nie jest banalnym i zwykłym romansem. Jednak wszystko to jest tłem i subtelnym dodatkiem do głównego wątku jakim jest związek Lucy i Gabe'a.

"Patrzymy na świat przez pryzmat naszych pragnień, żalów, nadziei i lęków."

Myślę, że zakończenie książki jest idealnym zwieńczeniem historii Lucy i Gabe'a. Wiele z was w tym momencie zapewne zaprotestuje ale ja osobiście nie wyobrażam sobie innego końca tej historii. Wylałam przy tej książce mnóstwo łez, co zdarza mi się rzadko, a już szczególnie przy książkach o miłości. Najczęściej wzruszam się przy tematyce relacji rodziców i dziecka, dlatego tym bardziej zdziwiłam się, że "Światło, które utraciliśmy" tak bardzo mnie poruszyło i stało się dla mnie tak ważne.

"Światło które utraciliśmy" to jak na razie jedyna książka Jill Santopolo. Dlaczego niestety? Bo po lekturze tego tytułu mam ogromną ochotę sięgnąć po kolejne. Czekam z niecierpliwością na nową książkę autorki i po cichu liczę, że spodoba mi się tak samo bardzo jak ta. Wydaje mi się, że udało mi się odnaleźć kolejną pisarkę, która przemawia do mnie w stu procentach i dlatego polecam wam tę książkę jeśli lubicie się wzruszyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz