czwartek, 9 marca 2017

Podsumowanie lutego 2017

Cześć! Tak jak przewidywałam, luty był o wiele gorszy od stycznia pod względem czytelniczym Powodem tego jest oczywiście szkoła i koniec ferii. Przeczytałam cztery książek, w tym jedną lekturę. Na szczęście liczy się jakość a nie ilość i dobrze, bo w tym miesiącu wszystkie czytane przeze mnie książki przypadły mi do gustu. Marzec wygląda dużo lepiej i zaczęłam ten miesiąc od fantastycznego "Wołania kukułki". Zapraszam!



  • Przeczytałam 4 książki
  • Przeczytałam 1640 stron
  • Przeczytanie jednej książki zajęło mi średnio 7 dni
  • Przeczytałam średnio 58 stron dziennie


  • Na ratunek - Nicholas Sparks ★★★★

Trochę zbyt długi początek, przez co jest się nieco ciężko wczuć w tę historię, jednak pod koniec akcja nabiera takiego tempa, że z niecierpliwością przerzuca się kolejne kartki w oczekiwaniu na finał. Wspaniała i pouczająca książka - po dwóch ostatnich powieściach Sparksa, które były średnie, cieszę się, że tym razem jestem zadowolona. "Na ratunek" jest naprawdę dobrą książką i warto jej poświęcić wieczór - czyta się ją błyskawicznie, jeśli już się zainteresujecie. Pod koniec przydadzą się wam chusteczki. :)

  • Przez niego zginę - K.A. Tucker ★★★★

Wow, to jest naprawdę dobry thriller! Na początku byłam pewna, że odgadłam zakończenie i autorka utrzymywała mnie w tym przekonaniu przez większość czasu, jednak prawdziwy finał tej książki szczerze mnie zaskoczył. Książka wciągnęła mnie tak bardzo, że przeczytałam ją w jeden dzień. W pewnym momencie czytelnik staje się tak ciekawy zakończenia, że nie da się odłożyć jej na bok. Uważam, że "Przez niego zginę" to idealnie wyważona książka - thriller z elementami obyczajowymi, które nie przysłaniają najważniejszego wątku pod tytułem "kto zabił?". Naprawdę warto przeczytać. (PEŁNA RECENZJA TUTAJ)

  • Maybe Someday - Colleen Hoover ★★★★

O książkach Colleen Hoover słyszeli już chyba wszyscy dlatego wreszcie postanowiłam sięgnąć po tę najbardziej zachwalaną - Maybe Someday. Wspaniale pokazuje rozdarcie głównych bohaterów, uświadamia jak ciężka może być walka z własnymi uczuciami. Miłość głównych bohaterów jest przedstawiona bardzo subtelnie, delikatnie i ze smakiem. Jednak obniżyłam tej książce ocenę za zakończenie, które zupełnie mi nie pasowało, wydawało mi się sztuczne i trochę infantylne. Mimo tego, uważam, że Maybe Someday naprawdę warto przeczytać i gdyby nie finał tej historii to moja ocena na pewno byłaby wyższa. (PEŁNA RECENZJA TUTAJ)



Mam nadzieję, że u was luty wypadł lepiej niż u mnie i że macie więcej czasu na czytanie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia