wtorek, 3 października 2017

O miłości we wzruszający sposób czyli "Światło które utraciliśmy" Jill S"Santopolo

Są takie książki na które patrzycie i myślicie: muszę ją mieć. Tak właśnie było w przypadku debiutanckiej powieści Jill Santopolo. Urzekało mnie w niej wszystko - świetna okładka, cytaty wstawiane przez ludzi na bookstagram, fabuła, a w szczególności wątek ataku na World Trade Center bo jeszcze nie spotkałam się z nim w książce o miłości. To wszystko sprawiło, że kupiłam ten tytuł długo przed premierą, co szczerze mówiąc, chyba jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło. 


Lucy i Gabe poznają się 11 września 2001 roku - w momencie, w którym wieże Word Trade Center runęły, a Nowy Jork pokrył się pyłem. Ta chwila złączyła ich życia na zawsze i zapoczątkowała ich niesamowitą miłość. Jednak ich pełen przygód związek staje pod znakiem zapytania w momencie, w którym Gabe postanawia zostać reporterem na bliskim wschodzie. Lucy dowiaduje się o tym w w chwili, gdy jej kariera zaczyna nabierać rozpędu. Oboje będą musieli zadecydować czy pasja jest ważniejsza od miłości i przekonają się, że można kochać więcej niż jedną osobę...

Gdy zaczęłam czytać tę książkę, na początku czułam się rozczarowana bo wszystko wydawało mi się sztuczne i naciągane. Dwoje ludzi którzy teoretycznie znają się z widzenia od dawna ale wyjątkowa więź zaczyna ich łączyć dopiero wtedy, gdy oboje dowiadują się o ataku terrorystycznym? Przez pierwsze pięćdziesiąt stron byłam nie do końca usatysfakcjonowana tym, co czytałam. Moje początkowe rozczarowanie jednak szybko zniknęło bo "Światło, które utraciliśmy" to jedna z najbardziej wzruszających książek jakie czytałam w tym roku. Nie spodziewałam się czegoś tak dobrego po debiutanckiej książce nieznanej nikomu pisarki.

sobota, 23 września 2017

Jak nie pisać o poważnych tematach czyli "Will Grayson, Will Grayson" Johna Greena & Davida Levithana

Czy wspominałam kiedyś o tym, że uwielbiam Johna Greena? "Gwiazd naszych wina" to jedna z tych książek, na które się czeka. Takich, które zdarzają się rzadko, są unikatowe i absolutnie genialne.  Gdybym powiedziała, że jest to jedna z najważniejszych książek mojego życia to nie byłaby to przesada. Postanowiłam, że przeczytam wszystkie książki autora, który tak mnie zauroczył i to już od pierwszej strony. Davida Levithana jeszcze nie znałam ale liczyłam, że skoro jedną z osób w tym duecie jest Green to nie może być źle. Niestety "Will Grayson, Will Grayson" to jak na razie najgorsza książka jaką przeczytałam w tym roku i gdybym miała opisać ją jednym przymiotnikiem to byłby to... żenujący pod każdym względem.


Fabuła książki brzmi bardzo ciekawie - jest to historia dwóch chłopaków o tym samym imieniu i nazwisku. Choć nie mają oni ze sobą nic wspólnego, zbieg okoliczności sprawia, że ich drogi przecinają się w bardzo nietypowym miejscu w Chicago. Oprócz Will'ów Graysonów razy dwa, poznajemy także Kruchego Coopera, homoseksualistę, który właśnie wystawia szkolne przedstawienie na temat... swojego życia oraz uroczą i inteligentną dziewczynę o imieniu Jane, która dużo zmieni w życiu jednego z głównych bohaterów.

Postać, która najbardziej mnie raziła to właśnie Kruchy Cooper, który miał być chyba elementem humorystycznym, jednak do mnie zupełnie nie trafił. To jeden z najgłupszych, najbardziej narcystycznych i dziwacznych bohaterów, o jakich czytałam i to nie w ten pozytywny sposób. Cała postać jest bardzo przerysowana, nierealistyczna, nie pasująca do tej historii. Chłopak co tydzień zakochany w kimś innym, egocentryczny i myślący jedynie o sobie samym, kreowany jest przez Greena jako ideał przyjaciela. Nie przypominam sobie, żeby jakikolwiek inny bohater wywoływał we mnie tak negatywne emocje i tak bardzo mnie drażnił. Szkoda, że John Green zdecydował uczynić tę postać tak istotną dla fabuły.

wtorek, 18 lipca 2017

Podsumowanie kwietnia, maja i czerwca 2017

Tęskniłam za pisaniem podsumowań! Nie było ich tutaj już od dłuższego czasu bo postanowiłam, że takie posty będą pojawiać się trochę rzadziej niż co miesiąc bo jednak za mało jest tutaj innych wpisów - nie chciałabym żeby ten blog składał się tylko z podsumowań. Jakie były ostatnie trzy miesiące? Szczerze mówiąc, czytałam dużo mniej niż chciałam jednak nie miałam na to w ogóle ochoty. W zasadzie, połowę wiosny przespałam (nie żałuję). Udało mi się przeczytać osiem książek i z większości jestem naprawdę zadowolona. Zapraszam!



  • Gniazdo - Cynthia D'Aprix Sweeney

Byłam jedną z tych osób, które do przeczytania "Gniazda" skłoniła przepiękna okładka. Do tego doszła jeszcze ogromna promocja i tym sposobem książka ta znalazła się u mnie. Na początku nie miałam ochoty po nią sięgać bo słyszałam dużo negatywnych opinii na jej temat, jednak kiedy już zaczęłam ją czytać, moje obawy w stosunku do niej zniknęły - uważam, że jest to naprawdę dobra, obyczajowa powieść, a przy tym także świetny debiut literacki. "Gniazdo" to spokojna, wolna historia o niczym innym jak o zwyczajnym życiu. Bardzo podobała mi się wielowątkowość tej książki - tragedia 11 września, homoseksualizm, problemy finansowe, dorastanie, kryzysy małżeńskie... To czyni tę książkę naprawdę dobrą. Minusem jest brak obiecanego czarnego humoru, a w zasadzie kompletny brak humoru bo książka zupełnie nie jest zabawna. "Gniazdo" będzie świetnym tytułem dla dojrzałego czytelnika, który chce odetchnąć od pełnych napięcia książek. Jest to historia która z jednej strony jest lekka i daje wytchnienie, z drugiej jednak skłania do refleksji. Polecam.

wtorek, 4 lipca 2017

Zapisane w wodzie - Paula Hawkins

Ciało Nel Abbott zostaje wyłowione z zakola rzeki, zwanego Topieliskiem. Jej siostra Jules musi wrócić do rodzinnego miasteczka, aby zaopiekować się nastoletnią siostrzenicą. Powrót do miejsca, w którym żyła wcześniej niesie za sobą nie tylko lęk i niechęć, lecz przede wszystkim wielki strach. Bo Jules doskonale wie, że jej siostra nigdy nie popełniłaby samobójstwa. Nie w taki sposób i nie w tym miejscu...



Zawsze gdy czytam recenzje, w których blogerzy zrównują Paulę Hawkins z ziemią, zastanawiam się czy ja czytam te same książki co inni. Po "Dziewczynę z pociągu" sięgnęłam z ciekawości o co tyle hałasu i byłam z tej lektury całkiem zadowolona. Nie był to thriller najwyższych lotów a zakończenie było dość przewidywalne, jednak w ostateczności byłam pozytywnie zaskoczona i książka dostała ode mnie sześć gwiazdek na lubimyczytac.pl. Nie mogłam więc nigdy zrozumieć opinii, że Hawkins jest najnudniejszą pisarką ostatnich czasów. Sama czytałam mnóstwo gorszych książek. Byłam bardzo ciekawa co tym razem wymyśliła autorka i czy "Zapisane w wodzie" będzie ciekawsza od poprzedniczki. Czy taka była?